Lucky, Lakuś, Uszaty, Kundelini……
To wszystkie imiona jakie przylgnęły do tego cudnego psa, który się pojawił u nas przeszło trzynaście lat temu, jako zagubiony, buszujący po łąkach i lasach już prawie dorosły pies.
Był czwarty w kolejności naszych zwierząt, które
zgarnialiśmy ze schronisk, z ulicy i okolicznych łąk.
Wiecznie głodny, wiecznie „żebrzący” o uwagę, wiecznie w
ruch jak dziecko z ADHD, wiecznie broniący
swojego miejsca w domu tym charakterystycznym
skrzeczącym szczekaniem.
Każdy patyczek na podwórku był pretekstem do zabawy.
I w tym naszym domowym rozgardiaszu myśleliśmy, że tak
będzie wiecznie….
Mieliśmy trzy psy, dwa koty, zawsze ktoś przewijał się przez
nasz dom.
Byliśmy wszyscy razem – my i nasze zwierzaki...
Lucky był jedyny w swoim rodzaju. Trochę nieufny a zaraz
potem przyjacielski.
Z jednej strony łagodny a niekiedy „kłapiacy” tymi swoimi
zębiskami tak, że czasem się to czuło na ręce.
To był taki pies pełen sprzeczności po przejściach, po tej
swojej młodzieńczej włóczędze po lasach i łąkach, które
trzeba było zaakceptować bezwarunkowo, mimo że czasem
potrafił wkurzyć, oj potrafił :)
Ale był cudny!
W jednym psie było energii chyba, za co najmniej pięć
psów.
I musiało przyjść to co nieuniknione. To co się dzieje z
upływem lat i zwykłym starzeniem się, które z reguły
odrzucamy.
W ciągu dwóch ostatnich lat dwa razy został uratowany po
poważnych komplikacjach wewnętrznych.
Stracił wszystkie zęby. Miał sporo dolegliwości, ale wciąż
był tym cudnym, trochę nieokiełznanym psiakiem.
Ale jego cierpienie było już coraz bardziej widoczne.
I to nasze myślenie, że coś będzie trwało wiecznie nagle się
skończyło.
Tak po prostu się skończyło.
I została pustka.
Bo Lucky był, o przepraszam, jest nie do zastąpienia.
Odszedłeś Lakuśku za tęczowy most, do źródła.
A my nadal Kochamy cię nasz przyjacielu!
I dziękujemy za twoją obecność!
Dziękujemy za twoją bezwarunkową miłość, taką twoją
własną niezastąpioną miłość!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz